CZYTAŁO SIĘ:

piątek, 6 maja 2011

Komórka - na dobry horror za mało

Jako nastolatka czytałam Kinga z wypiekami na twarzy, Carrie czy Misery zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Po latach więc, zachęcona recenzją znajomej, sięgnęłam po Komórkę licząc na podobne emocje. Niestety…

Po pierwsze fabuła - ciężko powiedzieć żeby coś zaskakiwało. Bohater, rysownik komiksów Clay Riddell, przebywający z dala od rodzinnego miasta staje się świadkiem kataklizmu, zagłady ludzkości. Osoby korzystające z telefonów komórkowych w jednej chwili przeistaczają się w krwiożercze zombie. Walcząc o przetrwanie Clay stara się dostać do domu, do rodziny – syna i żony. Po wielu stronach perypetii związanych głównie z rozszarpywaniem ciał przez oszalałe zombie i kolejnych zgonach bohaterów, Clay dopina swego.

Nowością w tym wyświechtanym schemacie jest to, że „telefoniczni szaleńcy” ewoluują nie pozostają przez cały czas akcji tacy sami. Zmieniają się. Ich zachowanie mutuje tak jak wirus, a Clay i jego ekipa muszą przechytrzyć kolejne mutacje napastników aby przetrwać. Czy to jednak wystarczy aby zainteresować?

Co więcej autor skupia się głównie na akcji, nie znajdziemy tu ani charakterystyk bohaterów czy to zewnętrznych czy wewnętrznych, nie znajdziemy także ich przemyśleń. Jedyną powracającą jak bumerang refleksją jest obawa Claya czy jego żona i syn (ale przede wszystkim syn) są bezpieczni. Nie znajdziemy też wyjaśnienia co lub kto wysłał „puls”, który spowodował, że ludzie oszaleli.

Sądziłabym, że jeśli stawia się głównie na akcję to powinno być w niej coś oryginalnego, zaskakującego. Jeżeli zaś akcja nie jest oryginalna to powinno się znaleźć w powieści coś poza nią…

Co prawda podobno ludzie najbardziej lubią te piosenki, które już kiedyś słyszeli ale jednak spodziewałabym się czegoś więcej po Kingu… Myślę, że nawet fani konwencji byliby zawiedzeni Komórką…


Stephen King - Komórka
Albatros, Styczeń 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz