Po niesamowitej „Karierze
Nikodema Dyzmy” i genialnym „Pamiętniku
Pani Hanki” nie mam wyboru -muszę przeczytać wszystkie powieści napisane przez
Tadeusza Dołęgę-Mostowicza.
Tym razem padło na „Znachora”. Powieść
opowiada o losach uznanego chirurga Rafała Wilczura. Bohater jest sławą i
autorytetem w medycznym środowisku, jednak sukces zawodowy nie przekłada się na
szczęśliwe życie osobiste. Już na
pierwszych stronach powieści profesora opuszcza żona zabierając ze sobą ich
jedyną córeczkę. Co więcej załamany Wilczur zostaje zaatakowany przez
bandytów. Dotkliwie pobity traci pamięć
i w tym momencie właśnie, zaczyna się właściwa część powieści. Odtąd śledzimy
losy zagubionego, błąkającego się od wsi do wsi człowieka chwytającego się
przeróżnej pracy. W końcu Wilczur
znajduje schronienie pod dachem jednego z wiejskich gospodarzy. Nie zdając
sobie sprawy ze swoich umiejętności, kierując się jednak przeczuciem, zaczyna
leczyć biednych ludzi, których nie stać na wizyty u miejscowego lekarza.
Zostaje znachorem.
Wiele osób zarzuca „Znachorowi”
zbytni sentymentalizm oraz przewidywalność cudownych zbiegów okoliczności. Ciężko
się z tymi zarzutami się nie zgodzić. Nie da się ukryć, że „Znachor” nie jest
lekturą najwyższych lotów. Ale czy wszystkie powieści takie muszą być? Dla mnie
jest to przyjemna powieść o miłości, poświęcaniu się dla innych, napisana
ładnym językiem. „Znachor” to prosta, ciepła historia z happy-endem. Polecam na
zimowe wieczory :)
Tadeusz Dołęga-Mostowicz – Znachor
Zielona Sowa, 2006


