CZYTAŁO SIĘ:

piątek, 25 listopada 2011

Znachor - balsam dla duszy


Po niesamowitej „Karierze Nikodema Dyzmy” i  genialnym „Pamiętniku Pani Hanki” nie mam wyboru -muszę przeczytać wszystkie powieści napisane przez Tadeusza Dołęgę-Mostowicza.

Tym razem padło na „Znachora”. Powieść opowiada o losach uznanego chirurga Rafała Wilczura. Bohater jest sławą i autorytetem w medycznym środowisku, jednak sukces zawodowy nie przekłada się na szczęśliwe życie osobiste.  Już na pierwszych stronach powieści profesora opuszcza żona zabierając ze sobą ich jedyną córeczkę. Co więcej załamany Wilczur zostaje zaatakowany przez bandytów.  Dotkliwie pobity traci pamięć i w tym momencie właśnie, zaczyna się właściwa część powieści. Odtąd śledzimy losy zagubionego, błąkającego się od wsi do wsi człowieka chwytającego się przeróżnej pracy.  W końcu Wilczur znajduje schronienie pod dachem jednego z wiejskich gospodarzy. Nie zdając sobie sprawy ze swoich umiejętności, kierując się jednak przeczuciem, zaczyna leczyć biednych ludzi, których nie stać na wizyty u miejscowego lekarza. Zostaje znachorem.

Wiele osób zarzuca „Znachorowi” zbytni sentymentalizm oraz przewidywalność cudownych zbiegów okoliczności. Ciężko się z tymi zarzutami się nie zgodzić. Nie da się ukryć, że „Znachor” nie jest lekturą najwyższych lotów. Ale czy wszystkie powieści takie muszą być? Dla mnie jest to przyjemna powieść o miłości, poświęcaniu się dla innych, napisana ładnym językiem. „Znachor” to prosta, ciepła historia z happy-endem. Polecam na zimowe wieczory  :)

Tadeusz Dołęga-Mostowicz – Znachor
Zielona Sowa, 2006

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz