CZYTAŁO SIĘ:

piątek, 25 listopada 2011

Znachor - balsam dla duszy


Po niesamowitej „Karierze Nikodema Dyzmy” i  genialnym „Pamiętniku Pani Hanki” nie mam wyboru -muszę przeczytać wszystkie powieści napisane przez Tadeusza Dołęgę-Mostowicza.

Tym razem padło na „Znachora”. Powieść opowiada o losach uznanego chirurga Rafała Wilczura. Bohater jest sławą i autorytetem w medycznym środowisku, jednak sukces zawodowy nie przekłada się na szczęśliwe życie osobiste.  Już na pierwszych stronach powieści profesora opuszcza żona zabierając ze sobą ich jedyną córeczkę. Co więcej załamany Wilczur zostaje zaatakowany przez bandytów.  Dotkliwie pobity traci pamięć i w tym momencie właśnie, zaczyna się właściwa część powieści. Odtąd śledzimy losy zagubionego, błąkającego się od wsi do wsi człowieka chwytającego się przeróżnej pracy.  W końcu Wilczur znajduje schronienie pod dachem jednego z wiejskich gospodarzy. Nie zdając sobie sprawy ze swoich umiejętności, kierując się jednak przeczuciem, zaczyna leczyć biednych ludzi, których nie stać na wizyty u miejscowego lekarza. Zostaje znachorem.

Wiele osób zarzuca „Znachorowi” zbytni sentymentalizm oraz przewidywalność cudownych zbiegów okoliczności. Ciężko się z tymi zarzutami się nie zgodzić. Nie da się ukryć, że „Znachor” nie jest lekturą najwyższych lotów. Ale czy wszystkie powieści takie muszą być? Dla mnie jest to przyjemna powieść o miłości, poświęcaniu się dla innych, napisana ładnym językiem. „Znachor” to prosta, ciepła historia z happy-endem. Polecam na zimowe wieczory  :)

Tadeusz Dołęga-Mostowicz – Znachor
Zielona Sowa, 2006

wtorek, 15 listopada 2011

Co było a nie jest...

To co łączy czternaście państw opisanych przez Normana Daviesa to to, że ich już nie ma. Trwały w różnych epokach jedne krócej inne dłużej, jedne aspirowały do mocarstwowości inne od początku wałczyły z przeciwnościami losu by przetrwać.
Davis opisuje ich „zapomnianą” historię. Zapomnianą dla Europy bo kto słyszał o królestwie Ald Clud czy o Wielkim Księstwie Litewskim? Pamiętają o nich tylko obywatele państw mieszczących się w rejonie zaginionego królestwa, tych państw których historia państwowości miała z nimi bezpośredni związek. Pozostali mieszkańcy Europy pozostają nieświadomi bogactwa kształtów historycznej Europy.
Z przyjemnością czytałam o krainach dotąd mi nieznanych, takich jak wspomniany wcześniej Ald Clud, Rosenau, czy o Eryturii. Davies opisuje ich niezwykłą historię każdorazowo rozpoczynając od spojrzenia na teraźniejsze losy tych ziem. Następnie cofa się się do początku ich niezwykłej historii ciągnąc opowiadanie aż do ich upadku.
Z przyjemnością czytałam też o losach zaginionych królestw bliżej nam znanych - Wielkiego Księstwa Litewskiego, Gdańska czy Prus. Umieszczenie ich losów wśród opowieści o innych państwach ukazuje historię naszego regionu w kontekście historii europejskiej.
Zaginione królestwa uświadamiają, że układ państw i sił, który jest dla nas codziennością, nie jest wieczny. Na naszych oczach rozpadł się Związek Radziecki nie oznacza to jednak jeszcze „końca historii”. Państwa będą upadać i tworzyć się dalej tak jak to ma miejsce od setek, a nawet tysięcy lat.

Norman Davies - Zaginione Królestwa
Znak, 2010

sobota, 5 listopada 2011

Zbudujmy Rosję od nowa

"Sańkja" to opowieść o młodym rewolucjoniście, członku radykalnej organizacji komunistycznej o nazwie „Sojusznicy”. Główny bohater, Sasza (nazywany przez matkę Sańkją) tak jak inni członkowie organizacji nie zgadzają się na ład panujący w Rosji. Wszystkie ich działania mają na celu manifestowanie przedstawicielom władzy braku akceptacji istniejącego systemu.
W ciągu kilku dni trwania akcji śledzimy działania Sojuszników ich przygotowania do kolejnych akcji obejmujących zarówno większe operacje takie jak zamach na sędziego, wtargnięcie i okupacja posterunku policji po zwykłe uliczne grabieże. Wraz z Saszą błąkamy się po Moskwie i jej przedmieściach oczekując na kolejny plan dywersji, który pozwoli na zawsze odmienić losy Rosjan, jakby przy okazji poznając rodzinę, znajomych bohatera oraz ich poglądy na temat sytuacji politycznej kraju.
O tyle o ile jestem zachwycona barwnym stylem Zachara Prilepina i jego umiejętnością stworzenia wciągającej fabuły o tyle nie zostałam uwiedziona przedstawionym przez niego obrazem świata rewolucjonistów. Dowiedziałam się, że Sojusznik jest wrażliwym, inteligentnym chłopakiem pijącym dużo wódki, utrzymującym się z rozbojów ponieważ godność nie pozwala mu legalnie zarabiać w ramach systemu, którego nie akceptuje. Oczywiście trochę spłycam jest to jednak spowodowane tym, że nie potrafię pochwalać ruchów nastawiających się na niszczenie istniejących układów politycznych nie przedstawiając w zamian żadnej konstruktywnej propozycji. Jaki ład pragnęli wprowadzić Sojusznicy? Ja się nie dowiedziałam niczego poza tym, ze wszystko trzeba zbudować od nowa. Nieuważnie czytałam?

Zachar Prilepin – Sańkja
Czarne, 2008