CZYTAŁO SIĘ:

wtorek, 27 grudnia 2011

(Nie)zwykłe rzeczy

Każdy z nas ma swoje sposoby „radzenia sobie” ze sprzątaniem czy z innymi czynnościami wykonywanymi na co dzień w domu. Niejednokrotnie stajemy w sytuacji kiedy szybko musimy poradzić sobie z problemem, dokonać szybkiej naprawy nie mając pod ręką narzędzi, których standardowo używamy do danej czynności. Jak wymieszać większą ilość sałatki na przyjęcie kiedy wszystkie miski są już zajęte? Proste – wyłożyć zlew folią aluminiową i mieszać w zlewie. Jak uszczelnić chłodnicę samochodową nim zdążymy udać się do warsztatu? Jak przedłużyć życie ciętych kwiatów? Jak sprawdzić czy jajka są świeże? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziemy w tym poradniku.
Niektóre z przedstawionych zastosowań niezwykłych rzeczy wydają się być oczywiste szczególnie dla osób które wychowały się w PRLu kiedy radzenie sobie, kombinowanie jak z niczego zrobić coś, było na porządku dziennym. Dziś, kiedy dostępne są specjalne narzędzia do niemal każdej domowej czynności zapominamy jak korzystać z rzeczy, które na co dzień mamy pod ręką. W obliczu problemu często stajemy się bezradni nie potrafiąc poradzić sobie w inny sposób.
W tym poradniku znajdziemy pomysły na proste zabawy z dziećmi, naturalne kosmetyki, czy sposoby walczenia ze szkodnikami.
Niezwykłe zastosowania zwykłych rzeczy to także sposób na oszczędności - po co kupować specjalistyczne środki czyszczące skoro z powodzeniem możemy zrobić takie środki sami na bazie, taniego jak barszcz, octu?
Mnie ten poradnik urzekł. Na pewno będę do niego sięgać w wielu sytuacjach. Polecam!

Niezwykłe zastosowania zwykłych rzeczy (praca zbiorowa)
Reader's Digest, 2009


czwartek, 15 grudnia 2011

Podróż do świata ciszy

Zobaczyć głos” Oliviera Sacksa faktycznie, tak jak zapowiada podtył książki, jest „podróżą do świata ciszy”. Autor pokazuje nam świat głuchych osób przez pryzmat zmian jakie zachodziły w ostatnich stuleciach w przekonaniach dotyczących głuchoty oraz zmian w podejściu do  edukacji osób niesłyszących.

Być może nie łatwo w to uwierzyć ale dopiero pod koniec XVIII wieku pojawiły się pierwsze szkoły dla osób głuchych, a za czym idzie pierwsze możliwości kształcenia. Do tego czasu osoby głuche nie miały praktycznie żadnej możliwości edukacji, a przez otoczenie traktowane były tak jako osoby upośledzone, chore psychicznie. Głusi nie mieli szans rozwijać swojej inteligencji przez brak możliwości nawiązania komunikacji z osobami słyszącymi.
Przytaczając wyniki badań Sacks dowodzi, że w przypadku braku możliwości kształcenia głuchota wrodzona jest gorsza od ślepoty. Nieznajomość języka uniemożliwia abstrakcyjne myślenie, a za czym idzie niemożliwe jest spójne myślenie w kategoriach których się nie poznało.

Oczywiście edukacja osób głuchych w XVIII wieku nie była powszechna - ograniczała się tylko do pojedynczych szkół we Francji czy USA. Jednak wraz z ich pojawieniem zaczęło powoli zmieniać się także nastawienie do osób głuchych.

W swojej książce Olivier Sacks przedstawia szereg ciekawych faktów i wyników badań na temat głuchoty wrodzonej i nabytej. Objaśnia nam jak się czują ludzie głusi wśród osób słyszących i czy szkoły integracyjne to najlepszy sposób na wsparcie ich edukacji.

Mnie najbardziej zaciekawił fragment o rozwoju dzieci głuchych w rodzinach słyszących i niesłyszących. Paradoksalnie, jak się okazuje, te drugie rozwijają się lepiej ponieważ mając możliwość nawiązania kontaktu z rodzicami nie dojrzewają jako osoby obce we własnym otoczeniu.

Myślę, że warto przeczytać pracę Sacksa nawet jeśli na co dzień nie stykamy się z problemami osób głuchych. Sacks jest wybitnym neurologiem posiadającym nie tylko ogromną wiedzę ale także dar pisania. Ta i inne prace Sacksa to mozliwość wejrzenia w świat nauki bez łamania sobie zębów na akademickim języku.


Olivier Sacks - Zobaczyć głos
Zysk i S-ka, 1998

piątek, 2 grudnia 2011

Posag a szczęśliwe małżeństwo


Przeszukując sieć znalazłam e-booka z tekstem opowiadania „Z pamiętnika młodej mężatki” Gabrieli Zapolskiej. Od razu mnie zainteresował ponieważ tytuł skojarzył mi się z rewelacyjnym, opisywanym już przeze mnie „Pamiętnikiem Pani Hanki” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Przez kilka pierwszych akapitów opowiadanie faktycznie przypominało mi satyryczną powieść autora „Kariery Nikodema Dyzmy”, szybko jednak okazało się, że wydźwięk tego utworu jest jednak zupełnie inny.

Główna bohaterka, Pani Szumiłło, jest tytułową młodą mężatką. Małżeństwo rozczarowuje ją już od pierwszych dni trwania związku. Młodzi znali się mało. Bohaterka wyobrażała sobie jednak, że miłość rozkwitnie po zawarciu małżeństwa. Tak się jednak nie stało. 

Ja z nim rozmawiać nigdy nie mogłam, bo nas samych nigdy nie zostawiali w pokoju. Jak nie było mamy, to była moja młodsza siostra Kazia. Myślałam, że jak za mąż za niego pójdę, to będziemy mogli nagadać się do woli. Ale jest jakoś inaczej, niż ja przypuszczałam.

Pani Szumiłło nie potrafi nawiązać kontaktu z mężem, nie potrafi się też odnaleźć w roli gospodyni. Bohaterka jest kompletnie nieprzygotowana do "realnego" życia. W domu uczono ją tego, na czym powinna znać się dobrze wychowana panna czyli gry na pianinie, nie zaś tak przyziemnych rzeczy jak zarządzanie służbą, czy też obyczajów związanych z przyjmowaniem gości w domu. Nigdy nie wychodziła sama na ulicę, nigdy nie była na targu, tak więc nie potrafi nawet kontrolować wydatków kucharki. Rodzice ograniczali inwestycje w edukację córki do elementów potrzebnych dla dobrej prezencji przed kandydatem na męża. 

O ile bohaterka malżeństwem jest rozczarowana, o tyle jej mąż wydaje sie być niezadowolony. Julian wielokrotnie reaguje złością na jej gospodarskie potknięcia nazywając ją przy tym „głupią” i wymawiając jej wysokość posagu. 

W ogóle zdaje mi się, że Julian ma jakiś żal do moich rodziców i często wtrąca, że go oszukali. Czy to mowa o moim posagu? Boję się raz wyjaśnić tę sytuację, ale ciężko mi myśleć, że mąż mój patrzy na mnie jak na oszustkę. (...) Chwilami ta kwestia posagowa dziwna mi się wydaje. Julian dawniej mieszkał w jednym pokoju i o ile wiem, jadał obiady w dość podrzędnej restauracji. Ożeniwszy się ze mną, mieszka w czterech pokojach i jada obiady względnie wykwintne, które mu jeszcze wydają się za skromne. Ja zaś, będąc panną, zajmowałam z rodzicami śliczny apartament przy ulicy Włodzimierskiej, osiem pokoi z balkonem od frontu. Jeździłam powozem (wprawdzie wynajętym, ale zawsze powozem) i bywałam w teatrze w loży, a nie tak jak teraz... w krzesłach. Julian więc na czysto zarobił na małżeństwie, ja zaś straciłam. I to on jest niezadowolony, a nie ja. Jemu się zdaje, że on jest mało zapłacony. Ale za co? Za co?

Po kilku miesiącach bohaterka orientuje się, że żyje „obok” męża i być może, nigdy nie uda się im stworzyć jedności. Marząc o idealnej miłości zaczyna wspominać swoją młodzieńczą miłość do pana Adama. Niestety uczucie to nie miało szansy na uwieczenie małżeństwem z powodu, zdaniem rodziców bohaterki, zbyt niskej pozycji społecznej adoratora... 

Opowiadanie Zapolskiej to gorzka refleksja nad losem kobiet, o których zamążpójściu decyduje wysokość posagu. To opowieść o kobietach zdanych na opiekę mężczyzn, którzy dysponują ich majątkiem. Ustami pani Szumiłło autorka kilkakrotnie podkreśla, iż przeżycia bohaterów są spowodowane zwyczajem „sprzedawania” mężom kobiet. Wysokość posagu często staje się najważniejszym, a czasem nawet jedynym, powodem zawarcia związku, co może zamykać kobietom drogę do szczęśliwego zamążpójscia. 

Gabriela Zapolska - Z pamiętników młodej mężatki
Portal wydawniczy literatura.net.pl